czwartek, 31 października 2013

Rozdział XVI

Z budynku wyszła Lena
- Nie idziesz do domu? - spytała - Pewnie czekasz aż królewicz przyjedzie - śmiała się
- Nie przyjedzie - powiedziałam ze złością
- Pokłóciliście się?
- Jeszcze nie, ale niech Go dopadnę
- To coś poważnego?
- Chodź. Opowiem Ci po drodze
Lena na każdym razem kiedy wspominałam o kobiecie spod redakcji, śmiała się. Pewnie wie, kto to. Ja wpadam w paranoje, że Marco mnie zdradza. Po prostu nie mam do Niego takiego zaufania jak miałam wcześniej. Przed moim domem zatrzymał się samochód, z którego wysiadła kobieta, ta spod redakcji
- Lena, to ona - powiedziałam i pobiegłam w Jej stronę - Dzień dobry. Co Panią tu sprowadza?
- Ja do Pana Reusa - powiedziała spoglądając na kartkę, gdzie miała zapisany adres, mojego domu.
- Tu nie mieszka. Tu mieszka Jego dziewczyna - podkreśliłam
- A wie Pani gdzie mieszka?
- Nie wiem - odpowiedziałam
- No dobrze. Dziękuję - powiedziała i wsiadła do samochodu. Po chwili odjechała z piskiem opon.
- Co Jej powiedziałaś? - spytała zaniepokojona przyjaciółka
- Ja nic, szuka Marco
- Uff - westchnęła
- Kto to? Przecież wiem, że wiesz
- Ale nie mogę powiedzieć - oznajmiła, pocałowała w policzek i poszła do domu
Ja udałam się do swojego, otworzyłam drzwi i rzuciłam wszystko. Poszłam do góry, aby się przebrać po czym zeszłam na dół do kuchni. Zrobiłam naleśniki.

Następnego dnia

Dzisiaj środa. Wstałam o 7:15. Ubrałam się.Postanowiłam iść do parku pobiegać. W pewnym momencie ktoś ochlapał mnie wodę z kałuży. Oczy zwróciłam ku górze i ujrzałam twarz Martina.
Martin to student dziennikarstwa, na tym samym roku co ja. Jest bardzo miły, zabawny, a i jeszcze przystojny. Niestety nigdy z Nim nie rozmawiałam, jakoś nie było okazji.
- Przepraszam, zamyśliłem się - powiedział i podał mi rękę
- Następnym razem uważaj - odrzekłam, podniosłam się z ziemi i usiadłam na ławce
- Przepraszam. Mogę Ci to jakoś wynagrodzić? - spytał
- Nie potrzebuję twojej pomocy
- Na pewno?
- Na sto procent - odparłam
- Pozwól, że odprowadzę Cię do domu - powiedział naciskając
- No niech Ci będzie
Po 20 minutach doszliśmy do domu. Martin poszedł do siebie, i ja do siebie. Przebrałam się, wypiłam herbatę, spakowałam książki do torby i wyszłam do szkoły. Minęło nie całe 30 minut i byłam pod budynkiem szkoły. Po chwili był już dzwonek.

Kilka godzin później

Siedziałam w domu i zastanawiałam się, czy iść na mecz. Jak nie pójdę to Marco będzie zły. Jeśli pójdę to będę tylko psuć humor osobom w moim towarzystwie. Kiedy tak rozmyślałam zadzwonił dzwonek do drzwi
- Jeszcze nie gotowa? - spytała Lena
- Nie wiem czy idę
- Pewnie, że idziesz. Ubieraj się. Czekam w samochodzie
Szybko się przebrałam i wsiadłam do samochodu. Po godzinie dotarliśmy na stadion. Samochód zostawiłyśmy na parkingu i pomaszerowałyśmy na trybuny. Mecz zaczyna się za 30 minut. Lena poszła do Mitchella, a ja sama jak palec siedziałam wgapiona w murawę. Nagle usłyszałam znajomy głos. To była Ania, żona Roberta.
- Cześć - przywitała się
- O hej. Co tam u Ciebie? - zapytałam
- Dobrze. Sama jesteś?
- Z przyjaciółką, z Leną - odrzekłam
Kiedy tak rozmawiałyśmy przyszła Lena, przywitała się z Anią i usiadła koło nas. Chwile później weszli piłkarze obu drużyn, zaczął się mecz.
 
9 LISTOPADA NA MECZ LECHA

niedziela, 27 października 2013

Rozdział XV

Na lotnisku w Dortmundzie czekała Lena. Po ceremonii uścisków, wsiedliśmy do taksówki i pojechaliśmy do domu. Po 30 minutach byłyśmy na miejscu. Nie było z nami Marco, ponieważ pojechał On na trening. Rozpakowałam się, ugotowałam z Leną obiad, po czym zjadłyśmy, pozmywałyśmy i postanowiłyśmy pójść na Signal Iduna Park. Chłopaki nie spodziewali się nas to też po skończonym treningu uściskali i wycałowali.

Godzinę później

Ledwo weszliśmy do domu rozległ się dzwonek...
- Spodziewasz się kogoś? - zapytał Marco
- Nie
- To do Ciebie
- Kto to? - zapytałam zaniepokojona
- Sama zobacz - powiedział i poszedł na górę zostawiając mnie z ...
- Inez?
- Nie powinnam tu przychodzić, ale muszę Cię przeprosić za tą krzywdę, którą Ci wyrządziłam. Z upływem czasu, doświadczeniami, wrażeniami traktuje to zupełnie inaczej. Nic wtedy mnie nie obchodziło i nie przyszło mi na myśl jak bardzo Ciebie ranię.
- Nie cofniemy czasu, nic nie zmienisz - odparłam
- Wiem - westchnęła - Ale chciałabym żebyś wiedziała, że mam świadomość jak beznadziejnie się wtedy zachowałam. Zniszczyłam wasze szczęście, a sama w zamian nic nie zyskałam.
- Inez...
- Nic nie mów, przepraszam.
Inez wyszła, a ja poszłam na górę. Wzięłam prysznic, spięłam włosy i wyszłam z łazienki. Położyłam się na łóżku i przykryłam się pod samą szyję kocę. Zamknęłam oczy i zasnęłam.

Obudziłam się wcześnie. Zeszłam do kuchni, w której był Reus. Nie patrząc na Niego, wzięłam szklankę i wlałam do niej wodę. Napiłam się i położyłam szklankę na blacie. Odwróciłam się i zauważyłam, że jest cholernie zły. Oczywiście przeze mnie. Poszłam ponownie do góry, wzięłam prysznic i ubrałam się. Kiedy zeszłam na dół, aby zrobić śniadanie nie było blondyna, na stole leżała tylko kartka Przepraszam, za moje zachowanie. Pod kartką są dwa bilety na jutrzejszy mecz. Kocham Cię. Twój Marco

Wybrałam numer Leny i czekałam aż dziewczyna odbierze. Po dwóch sygnałach usłyszałam Jej głos
- Muszę się przyzwyczaić, że wróciłaś. Jak na razie patrzę na telefon z szokiem, że dzwonisz - zachichotała
- Przecież dzwoniłam do Ciebie w Monachium. Ale nie ważne. Dzwonię do Ciebie, aby zaprosić Cię na mecz, bo mam dwa bilety - oznajmiłam
- Pewnie, że pójdę
Rozłączyłam się i położyłam telefon na blacie. Zrobiłam sobie śniadanie. O 10 musiałam być w pracy, więc szybko spakowałam potrzebne rzeczy do torebki i wyszłam.

Kilka godzin później

- Koniec na dziś? - zapytała koleżanka
- Tak, na szczęście - odparłam
- Gratuluję wywiadu, szef jest zadowolony - powiedziała podając rękę
- Ach, dziękuję. Robię to najlepiej jak mogę
Wychodząc z budynku zauważyłam samochód Marco. Chłopaka nie było. Rozglądałam się, ale Go nie widziałam. Chwile później ujrzałam jak rozmawia z jakąś dziewczyną. Reus musiał mnie zauważyć, ponieważ oboje się speszyli. Wsiadł do samochodu i odjechał. Nie wiem co to miało znaczyć, ale nie było to przyjemne


BORUSSIA - ARSENAL 2:1
JEDZIEMY NA MECZ LECHA, YEAH !


niedziela, 20 października 2013

Rozdział XIV

***
Kiedy taksówka wysadziła mnie pod domem, na schodach siedział jakiś mężczyzna. Na początku nie wiedziałam kto to, ale jak się przyjrzałem ujrzałem twarz Marco. Zaprosiłem Go do domu, usiedliśmy na kanapie i rozmawialiśmy.Chłopak poprosił mnie o pomoc, a ja się zgodziłem chociaż próbowałem się wykręcić. Nie chciałem się wtrącać w ich "związek" Pewnie Tamara będzie zła... Razem z Marco ustaliliśmy, że pojedzie On do Tamary. Podałem mu adres hotelu...
- Tylko tego nie spieprz
- Mario, to jest moja ostania szansa - odparł Marco
 
***
Leżałam na łóżku. Otulona kocem. Oglądałam romantyczny film, na którym się popłakałam. Po chwili rozległo się pukanie do drzwi. Pomyślałam, że to ktoś z hotelu, więc szybko wstałam i podeszłam do drzwi. Otworzyłam i zobaczyłam Marco. Podszedł i przytulił. Nie odwzajemniłam uścisku. Puścił, rozebrał się z kurki i usiadł na łóżku
- Co Ty tu robisz? - zapytałam, ocierając chusteczką łzy
- Ratuję nas - odpowiedział blondyn
- Wynoś się - krzyknęłam
Marco podszedł do mnie i szepnął mi do ucha ;przecież wcale tego nie chcesz; Wziął mnie za rękę, usiadł na łóżku i wskazał ręką na miejsce obok. Usiadłam. Spojrzał smutnymi oczami i powiedział ;Kocham Cię; Przytulił raz jeszcze i namiętnie pocałował w usta. W końcu odpowiedziałam ;ja Ciebie też;

Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że jest już następny dzień. To niemożliwe, że tak długo spałam. Dochodziła 10. Wstałam z łóżka i się przebrałam, w to co wczoraj. Gdy spakowałam wszystkie rzeczy, wyszłam z pokoju na śniadanie. Przy stole czekał Marco.

Po zjedzonym śniadaniu udaliśmy się do pokoju, żeby wziąć walizkę, zamówiliśmy taksówkę i pojechaliśmy na lotnisku.

Na lotnisku

- Tamara, hej Tamara - rozległo się wolanie
- Marioooo - podbiegłam do Niego i przytuliłam najmocniej jak mogłam
- Tamara, bo mnie udusisz - śmiał się Goetze
- Najwyżej. Dziękuję
- Ale za co?
- Przecież Marco sam by na to nie wpadł - powiedziałam, spoglądając na blondyna
- To prawda - śmiał się Mario
- Chodź Tamara! - krzyczał Marco
- Dziękuję, raz jeszcze - odrzekłam, wzięłam Marco za rękę i mieliśmy już iść do samolotu, kiedy on powiedział ;zaraz wrócę, muszę coś załatwić; Chłopak podszedł do Mario i uściskał. Pomachaliśmy na koniec i udaliśmy się do samolotu.

BORUSSIA - ARSENAL

niedziela, 13 października 2013

Rozdział XIII

Słoneczna pogoda zmusiła Mario, aby zrobić śniadanie na powietrzu. Bardzo się ucieszyłam, kiedy chłopak mi powiedział, że wybieramy się do parku na piknik. Rozłożyliśmy koc, po czym Mario z koszyka wyciągnął kanapki. Po zjedzeniu śniadania wróciliśmy do samochodu, odłożyliśmy "piknik" i ruszyliśmy na miasto. Szliśmy ulicami Monachium w kierunku "rynku". Kiedy już tam dotarliśmy...
- Bardzo ładne miejsce - powiedziałam zachwycona
- Wiedziałem, że Ci się spodoba
- Zrobię kilka zdjęć
Ja robiłam zdjęcia, a Mario gdzieś poszedł. Chwile później wrócił z lodami.
- Proszę - odparł chłopak
- Dziękuje. Czekoladowe, moje ulubione - powiedziałam
Czas tego dnia spędziłam w sposób jaki sobie nie wyobrażałam. Najpierw śniadanie w parku, lody a później...

Udaliśmy się do centrum handlowego. Poszliśmy do kina, a potem zajrzeliśmy do kilku sklepów. Gdy Mario płacił za sukienkę, postanowiłam zadzwonić do Leny. Niestety nie odbierała. Zadzwoniłam jeszcze raz i nic.
- Co się stało? - zapytał Goetze
- Mario! Wystraszyłeś mnie - krzyknęłam przestraszona
- Przepraszam - powiedział
Wzięłam zapakowaną sukienkę i zapytałam
- Ile muszę Ci oddać?
- Przestań. To prezent ode mnie

Wyszliśmy z budynku i wsiedliśmy do taksówki. W mieście korki, więc po godzinie dojechaliśmy do celu, którym był stadion - Allianz Arena.
- Po co tu przyjechaliśmy? - zapytałam
- Być w Monachium i nie zobaczyć stadionu. A po za tym wywiad...
- Wywiad, wywiadem. Ale na stadionie?- przerwałam chłopakowi
- Sądzę, że to będzie wspaniale miejsce na wywiad. Lepsze od restauracji
Weszliśmy na stadion. Usiedliśmy na trybunach i zaczęliśmy


Po skończonym wywiadzie siedzieliśmy na trybunach jeszcze długo. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się oraz robiliśmy zdjęcia. Robiło się coraz ciemniej i zimniej, więc zamówiliśmy taksówkę i wróciliśmy do hotelu.

Jutro o 11:45 mam samolot do domu, do Dortmundu. Pożegnanie z Mario było bardzo trudne. Nie chciałam wracać, ale niestety musiałam. Tam czeka na mnie praca i studia.
- Dziękuje - powiedziałam i przytuliłam chłopaka
- Ja również dziękuje - szepnął do ucha, pocałował w policzek i odszedł do taksówki
Weszłam do środka hotelu, nacisnęłam guzik do windy i pojechałam. Ciągle w głowie miałam wywiad, tego chłopaka i stadion. Mario miał rację. Stadion - wspaniałe miejsce. Usłyszałam ciche wibracje telefonu. Znów Ty. Znów Ty dzwonisz. Zanów przypominasz o sowim istnieniu. Weszłam do pokoju i rzuciłam telefon na łóżko. Poszłam się wykąpać.

sobota, 12 października 2013

Rozdział XII

Kiedy dojechaliśmy, wysiedliśmy z samochodu i pomaszerowaliśmy w stronę domu.
Mario jak na dżentelmena przystało otworzył mi drzwi.
Ja usiadłam na kanapie, a chłopak powędrował do kuchni. Razem zasiedliśmy z lampką wina i długo rozmawialiśmy. W pewnym momencie przerwał nam mój telefon. Wyświetlił mi się numer Marco.
- Czemu nie odbierasz? - zapytał Goetze
- To Lena. Później odzwonię - opowiedziałam
- Przecież widziałem, że to Marco. Pokłóciliście się?
- Nie jesteśmy razem - odparłam
Rozmawialiśmy o Marco z dobrą godzinę. Później stwierdziliśmy, że jesteśmy głodni i zamówiliśmy pizzę. Niestety rozmowa o Marco nadal trwała.

Cztery godziny później
 
Bardzo mi się podoba u Mario, ale nadszedł czas, żebym zbierała się do hotelu.
- Ja będę uciekać
- Już? Zostań jeszcze... - prosił Mario
- Naprawdę, nie - odrzekłam
- To chociaż odwiozę Cię do hotelu

Pod hotelem
 
- Tamara. Zaczekaj - krzyczał Mario
- Zapomniałam o czymś? - zapytałam
- To ja zapomniałem. A niespodzianka... Zabieram Cię jutro na wycieczkę...
- Marioooo - westchnęłam
- Przyjadę po Ciebie o 11 - dodał
 
Wzięłam prysznic i położyłam się do łóżka...
Zasypiam z myślą że wszystko się ułoży. Codziennie to samo...

Obudziłam się o 10:15. Szybko wskoczyłam pod prysznic. Kompletnie zapomniałam, że za nie długo przyjedzie Mario. Ubrałam się i poszłam na śniadanie. Niestety nie zdążyłam zjeść...
- Przyjechałem wcześniej - odparł Mario
- Mam nadzieję, że masz w planach zjeść śniadanie. Bo ja jakoś nie miałam dzisiaj okazji - powiedziałam z lekką złością

  KONIEC MARZEŃ POLSKA - UKRAINA 0:1  

sobota, 5 października 2013

Rozdział XI

W Monachium wylądowałam popołudniu. Zadzwoniłam do Mario, ale nie odbierał. Skoro nie odbierał to wsiadłam do taksówki i pojechałam do hotelu, w którym miałam zarezerwowany pokój. Kiedy dotarłam na miejsce, odebrałam klucze z recepcji, udałam się do pokoju i zadzwoniłam do Leny. Ona również nie odbierała
 
***
Przebrałam się i ruszyłam na miasto. Szłam ulicami Dortmundu bez celu. w pewnym momencie ujrzałam Marco siedzącego na ławce. Podeszłam do Niego. Na ławce siedzieliśmy z dobrą godzinę. Rozmawialiśmy o tym co się przydarzyło w mijającym tygodniu. Z rozmowy wynikało, że Marco naprawdę żałuję tego co zrobił.
- Tamara wraca za 5 dni. Jeśli kochasz to powinieneś zrobić wszystko, aby znowu być razem
- Nie rozumiesz, że Tamara nie chce - powiedział blondyn
- Wiem, że chce. Oboje tego chcecie - dodałam i przytuliłam Reusa
- Miło - zaśmiał się chłopak
- Hahahaha. Muszę to robić częściej, od razu pojawia się uśmiech
Razem z Marco postanowiliśmy pójść na wspólny obiad. Zadzwoniłam do Mitchella, aby do nas dołączył.
 
***
Ciągle siedziałam na łóżku. Zadzwoniłam do Mario, ale nadal nie odbierał. Zadzwoniłam raz drugi, nie odbierał. Wkurzyłam się, miał przyjechać na lotnisko i nie przyjechał. Teraz nie odbiera moich telefonów.
 
Dwie godziny później
 
Mario nie dzwoni. Nie wiem co robić. Miałam się z Nim spotkać, a nie siedzieć w hotelu.
Rozległo się pukanie do drzwi
W drzwiach pojawił się Mario, podszedł do mnie i pocałował w policzek
- Przepraszam, przepraszam. Miałem trening i zapomniałem - tłumaczył się Goetze.
- Mógłbyś chociaż zadzwonić
- Już się nie złość. Zabieram cię na obiad - powiedział, po czym złapał mnie za rękę
Wsiedliśmy do Jego samochodu i pojechaliśmy do restauracji.
 
Po obiedzie udaliśmy się do samochodu...
- Co dalej? - zapytałam z ciekawością
- Niespodzianka
- Mario, nie bądź taki - odrzekłam
Ruszyliśmy i po chwili staliśmy już w korkach. Nie mogłam się doczekać niespodzianki. Ciekawe co dla mnie ma.

piątek, 27 września 2013

Rozdział X

Chłopak był strasznie uparty. Nalegał abym go wysłuchała...
- Tamara, zaczekaj... Wysłuchaj mnie - prosił na kolanach Reus - Pozwól mi wszystko naprawić
- Przespałeś się z Nią
- Chwila słabości- powiedział blondyn spuszczając głowę na dół - Kocham Cię!
- Kochasz? Dlaczego przespałeś się z inną kobietą?
- Wszyscy popełniamy błędy
- Ja takich błędów nie popełniam - odrzekłam
- Byłem idiotą, przepraszam
- Nie chce chłopaka idioty - dodałam i odeszłam
Weszłam do domu i wyciągnęłam telefon, długo zwlekałam, ale jednak zadzwoniłam do Leny. Kiedy już z nią rozmawiałam...
- Przespał się z Inez? Ale nie przecież z wielkiej miłości - próbowała załagodzić sprawę przyjaciółka
- Chwila słabości. Przynajmniej tak powiedział
- Ale Marco cię kocha
- Chyba nie tak bardzo, żeby oprzeć się pokusie - odrzekłam
- Nie rozumiem
- Myślałam, że z Marco będę na dobre i na złe. Jedna pieprzona Inez i czar prysł
- Może się przejdziemy? - zaproponowała Lena
- Nie, muszę pobyć sama - odparłam

Chciałam być jak najdalej od miejsc, które przypominały Jego, które łączyły się z Nim. Już czas zapomnieć czas zacząć żyć na nowo, nauczyć się żyć bez Niego. To było trudne, bo choć rozum akceptował to serce cały czas tęskniło. Skasowałam wszystkie maile, usunęłam z komputera wszystkie zdjęcia...
Postanowiłam patrzeć w przyszłość, żyć tak jakby go nigdy nie było
Bywają w życiu chwile, które w pamięci zostają i choć czas szybko mija, one nie przemijają. Są też osoby, które raz poznane, bywają w życiu niezapomniane.

Kiedy tak rozmyślałam nie usłyszałam jak dzwoni mi telefon. Dopiero później zauważyłam, że mam nieodebrane połączenia i sms od Marco Damy sobie drugą szansę? Nie odpisałam mu.

Gdy przyjechałam do Dortmundu nie wiedziałam co mnie tu spotka. Najpierw spotkanie w parku, potem mecz, bankiet i pierwsze wspólne wyjście. Spotkanie za spotkaniem i zostaliśmy parą. Na początku się obawiałam... Teraz wiem dlaczego. Nie przypuszczałam, że to wszystko tak się skończy...

Jutro jadę do Monachium. Mam nadzieję, że odpocznę od problemów i wrócę wypoczęta. Mimo iż jestem krótko w Dortmundzie to mam dosyć. Na studiach dużo nauki. A do tego będę musiała widywać Inez, co mnie przerasta.

No nic, muszę iść się pakować. Pobiegłam na górę się spakować. Po godzinie spakowałam kilka bluzek, spodnie, nawet sukienkę. Zgłodniałam, więc poszłam zrobić sobie kolację. Miałam ochotę na jajecznicę. Okazało się, że nie mam jajek. Musiałam iść do sklepu. Ubrałam buty i ruszyłam po jajka. Zaczęło się chmurzyć. W drodze powrotnej do domu dość mocno padało. Kiedy wróciłam do domu to najpierw wzięłam prysznic, wysuszyłam włosy i dopiero wtedy zabrałam się za jajka. Długo nie trwało jajecznica gotowa. Zjadałam i poszłam usiąść na kanapę. Włączyłam laptopa i zalogowałam się na pocztę. Miałam dużo czasu, aby odpisać na wszystkie wiadomości. Było ich całkiem sporo. Moi kochani przyjaciele z Polski przysyłali mi zdjęcia. Ja też postanowiłam wysłać. Było to zdjęcie z meczu.
Na laptopie spędziłam jakieś dwie godziny. Jutro mam wcześnie lot co spowodowało, że muszę się wyspać. Koszmarny dzień, najpierw list, zdjęcie i cała historia z Inez. Chciałbym zasnąć i obudzić się z myślą, że to zły sen. Niestety to nie sen i to wszystko dzieje się w moim życiu naprawdę.

Obudziłam się o 6:30. Ubrałam się. Postanowiłam odpisać Marco na sms, jakoś nie mogłam się powstrzymać Nie będzie drugiej szansy
Odłożyłam telefon i poszłam na śniadanie.
Zrobiłam kanapki z szynką. Do kubka wlałam kawę i pomaszerowałam przed telewizor. Jadłam, jadłam i nie mogłam zjeść. Jakoś nie miałam apetytu. A kiedy już zjadłam, spakowałam się do końca. Do torebki spakowałam to co potrzebuje dziennikarz - dyktafon, notatnik, długopis, legitymację prasową. Ubrałam buty. Zamknęłam dom. Kluczę schowałam do torebki. Walizkę ciągnęłam za sobą i tak szłam ulicami Dortmundu. Wszędzie widziałam Marco. Wszędzie... Wróciły wspomnienia. Ten uśmiech... Na lotnisko dotarłam po jakiś 30 minutach. Kiedy usiadłam, żeby odetchnąć zadzwonił do mnie Mario.
- Hej Tamara. Kiedy będziesz? - zapytał chłopak
- Nie wiem. Czekam na samolot, który mam za 45 minut - odpowiedziałam
- Nie mogę się doczekać - odrzekł
- Ja też - odparłam
- No to do zobaczenia
Rozłączył się, a ja zatopiłam się w myślach.
Przypomniały mi się słowa Leny #Musisz się postarać, aby oni oboje nie dowiedzieli się. Przeprowadzisz z Nim wywiad. I zapomnisz o Nim# Teraz to już mnie nie obchodzi czy Marco się dowie czy nie. Ważne tylko, żeby wywiad się spodobał. Nie jestem pewna czy zdołam powołać takiemu zadaniu jakim jest wywiad. To będzie mój pierwszy i mam nadzieję, że nie ostatni.
Jedyne co w tym momencie zawdzięczam Marco to właśnie wywiad. Transfer roku - ładnie to brzmi. Jak wyjdzie... Przekonamy się za kilka godzin. Chciałbym mieć to za sobą. Strasznie się denerwuję.

czwartek, 19 września 2013

Rozdział IX

Niestety Leny nie zastałam w domu. Akurat teraz musiała wyjść jak Jej potrzebuję. Chwile później już wiedziałam dlaczego...
- Gdzie jesteś? - krzyczała przez telefon przyjaciółka
- Pod Twoim domem - odpowiedziałam
- A ja u Ciebie. Nie ruszaj się, zaraz będę - powiedziała Lena
Przestraszyłam się tym telefonem. Lena przez telefon była jakaś zdenerwowana. Zanim współlokatorka przyszła myślałam tylko o Marco i liście. Nic więcej w tej chwili mnie nie interesowało. Od kogo to mogło być? Czy to prawda? Zadawałam sobie pytania. Chciałabym jak najszybciej to wyjaśnić, ale to chyba nie będzie takie łatwe. Komuś zależy na rozbiciu mojego związku.
Gdy tak rozmyślałam ujrzałam Lene. Biegła tak szybko, że nawet nie wiem kiedy znalazła się obok mnie.
- Chodź do domu. Muszę ci coś pokazać - powiedziała przyjaciółka
Teraz to już naprawdę robiło się nieciekawie. A to co zobaczyłam wytrąciło mnie z równowagi...
- I co o tym sądzisz? - zapytała Lena pokazując mi zdjęcie Marco jak całuję się z Inez.
- Czyli ten list musi być od niej - powiedziałam
- Jaki list? - zapytała
- Dzisiaj rano w skrzynce był list, w którym pisało, że Marco ma inną
- Rozmawiałaś z Nim? - zadała kolejne pytanie
- Niby tak, niby nie. Byłam u Niego na treningu i pokazałam mu list, ale On powiedział, że mam się tym nie przejmować. Jakoś Jego słowa mnie nie przekonały, więc postanowiłam pogadać z Tobą.
- Czyli ma inną? - pytała przyjaciółka
- Lena nie wiem, nic nie wiem - odparłam i rozpłakałam się
Jeszcze przed zobaczeniem zdjęcia wierzyłam, że to tylko głupie listy. Komuś się strasznie nudzi... Jednak teraz to już sama nie wiem co o tym myśleć. Jeśli Marco ma Inez to dlaczego jest, był ze mną.
Czy to była miłość? Popłakałam i...
Postanowiłam wziąć się w garść. Poprawiłam makijaż i ucałowałam Lene w policzek na pożegnanie.

Tuż przed moim domem zatrzymał się samochód. Wysiadł z niego Marco. Nie miałam ochoty z Nim rozmawiać, więc powiedziałam tylko to:
- To koniec. Zaufałam Ci.  

niedziela, 15 września 2013

Rozdział VIII

Gdy weszliśmy do domu. Lena poszła do kuchni zrobić napoje. Chłopaki usadowili się na kanapie, a ja pobiegłam na górę, aby zadzwonić do Mario. Nie chciałam, aby Marco mnie usłyszał. Wzięłam telefon, usiadłam na łóżku i wybrałam Jego numer. Bałam się trochę tej rozmowy, ale cóż mogę zrobić.
- Hallo - powiedział Mario
Spanikowałam nie wiedziałam co powiedzieć...
- Hallo?
- To Ty Tamara? - spytał
- Tak, ale dzwonię do Ciebie w sprawie wywiadu. Dostałam pracę w redakcji i możliwość przeprowadzenia wywiadu. Wybrałam ciebie. Zgadzasz się?
- No oczywiście, że tak. Miło, że o mnie pomyślałaś - powiedział z radością
- Kiedy Ci pasuje? - spytałam
- W sobotę?
- Dobrze. Przylecę do Monachium w sobotę. Szczegóły dogadamy później. Dobrze?
- Nie ma sprawy. Cieszę się, że znowu Cię zobaczę - powiedział
To nie był dobry pomysł... Chciałabym zabrać ze sobą Marco, ale to też nie jest dobre wyjście. Musiałbym mu teraz wszystko powiedzieć.
Gdy się rozłączyłam, poczułam małą ulgę. Mam już za sobą tą rozmowę, a to najważniejsze .
- Tamara idziesz? Film się właśnie zaczyna - krzyknęła Lena
- Już idę - odpowiedziałam i zeszłam na dół
Kiedy film się skończył miałam ochotę iść spać. Wtedy Mitchell zaproponował wspólny wypad na imprezę. Więc co miałam zrobić... Przebrałyśmy się z Leną. Równo o 20 wsiedliśmy do taksówki i udaliśmy się do klubu. Zabawa była wspaniała. Zapomniałam o wszystkich problemach.
Do domu wróciliśmy późno w nocy...

Impreza w środku tygodnia to zły pomysł. Wstałam, przebrałam się. Zjadłam śniadanie i o 11 udałam się do pracy. Ciągle myślałam o Mario. O Naszym powtórnym spotkaniu. Jak to wszystko będzie wyglądać, jak się będziemy zachowywać. Równie dobrze mogłabym przeprowadzić wywiad z piłkarzem Borussi. Nawet mam kandydata. Kiedy mój czas w pracy dobiegał końca...

Umówiliśmy się całą czwórką na wspólną grę w tenisa. Nie pamiętam kiedy tak dobrze się bawiłam .
- Jest 2:0 dla płci pięknej - śmiała się Lena
Przybiłyśmy razem z Leną piątkę.
Gdy schodziliśmy z kortu :
- Daliśmy Wam fory - powiedział Marco spoglądając na Mitchella
-  No tak. Oczywiście - zaśmiałam się
Udaliśmy się do przebierali...
A później w drogę powrotną do domu...

Samochód Mitchella zatrzymał się pod domem Marco
- Czemu się zatrzymałeś? - zapytałam Mitchella
- Wysiadaj. Idziemy do mnie - powiedział Reus
- Oni też? - zapytałam
- My nie - zaśmiała się przyjaciółka
Zarumieniłam się. To było głupie pytanie...

Była 18. Czas na kolacje... Kiedy weszłam do domu udałam się do kuchni. Niestety lodówka była pusta, więc wysłałam Marco na zakupy.
Po 30 minutach czekania blondyn pojawił się z zakupami...
- Kupiłem białe wino - powiedział piłkarz
- Zrobię sałatkę - dodałam i zabrałam się do pracy
Gdy już zrobiłam, nakryłam do stołu i podałam kolację.
Przez cały czas rozmawialiśmy o nas, co z nami będzie dalej, kiedy po skończonej kolacji Reus wyszedł... Nie wiedziałam o co chodzi. Myślałam, że powiedziałam coś co Go uraziło. Długo to nie trwało blondyn wrócił z małym pudełkiem. Z pudełeczka wyciągnął naszyjnik z literką "M"
- To dla Ciebie - powiedział Marco
Uściskałam najmocniej jak potrafię, po czym założył mi naszyjnik
- Dziękuje to wspaniały prezent, ale ja dla Ciebie nic nie mam - odrzekłam
- Wystarczy, że tu jesteś

Całą noc spędziłam w objęciach Marco. Gdy rano się obudziłam już Go nie było. Na stole leżał tylko list Musiałem dzisiaj wyjść wcześniej na trening. O 14 powinienem być wolny. Jeszcze zadzwonię. Twój Marco
Po zjedzeniu śniadania udałam się pod prysznic. Ubrałam się w to co wczoraj i postanowiłam zadzwonić do Mario w sprawie wywiadu oczywiście. Wybrałam numer...
- Cześć Mario - powiedziałam
- Hej, miło że dzwonisz - odrzekł piłkarz
- Ja w sprawie wywiadu - odparłam
- No więc odbiorę Cię z lotniska i pojedziemy do mnie - powiedział stanowczo Goetze
- Wystarczy jak pojedziemy do zwykłej restauracji
- Nie, nie. Pojedziemy do mnie - powiedział trochę rozgniewany
- No niech Ci będzie. Do zobaczenia na lotnisku - powiedziałam
Po rozmowie z piłkarzem musiałam iść do domu, aby się przebrać. Kiedy już do niego dotarłam w skrzynce na listy była karta od anonima...
Twój chłopak ma inną Marco? To niemożliwe... Czym prędzej chciałam to wyjaśnić, więc pobiegałam na trening. Gdy ujrzałam Marco zaczęłam krzyczeć na cały głos...
- Marco, chodź tu szybko!
- Ciszej! - krzyczał Reus - Co się stało? - zapytał
- Co to jest?
- Kartka? - odrzekł - Czemu jesteś taka zła?
- Przeczytaj sobie to będziesz wiedział - rzuciłam w Niego kartką i powędrowałam ku wyjściu
Wtedy przybiegł Marco...
- Skąd to masz? - zapytał
- Znalazłam to w mojej skrzynce na listy
- Nie przejmuj się tym. To pewnie jakieś żarty - powiedział to tak spokojnie, że nawet ja mu nie uwierzyłam
- Mam nadzieję. Wracaj do chłopaków i przeproś za moje zachowanie
Postanowiłam udać się do Leny, aby z Nią o tym porozmawiać.

piątek, 13 września 2013

Rozdział VII

Obudziłam się. Zrobiłam to co zwykle. Zjadłam śniadanie i wyszłam do szkoły. W drodze zahaczyłam o sklep i kupiłam pitny jogurt. Kiedy doszłam do budynku zauważyłam Inez.
- Czemu nie w środku? - zapytałam
- Wiedziałam że idziesz, więc zaczekałam - odpowiedziała
Czas w szkole upłynął wolno i spokojnie. Nie było żadnych sensacji. Nauczyciele czytali nasze wyniki egzaminów. Ja nie chciałam nawet o tym słyszeć. Bałam się...
- Najlepiej w klasie napisała Tamara. Gratuluję - powiedziała nauczycielka
Byłam zaskoczona...
- Musimy to oblać - szepnęła Inez i zaprosiła mnie na drinka
- Dzisiaj nie mogę, mam rozmowę o prace
Zadzwonił dzwonek
- Szukasz pracy? - zapytała Inez
- Na razie nie. Lena mi załatwiła. Zawsze można spróbować
Po szkole poszłam od razu do budynku redakcji. Nie wiedziałam co mnie tam czeka. Zauważyłam tam Lene, która trzyma na rękach dziecko
- Kto to? - zapytałam
- Ann, córka szefa - odpowiedziała
- Myślałam, że Twoje - zaśmiałam się i pomaszerowałam do windy, aby udać się na drugie piętro
- Dzień dobry - powiedziałam
- Dzień dobry. Ty jesteś Tamara? - zapytała jakaś panna
- Tak, przyszłam tu na rozmowę
- Zaczekaj tu, zaraz zawołam tutaj kogoś - dodała i odeszła
Chwile później przyszedł mężczyzna. Rozmowa z Nim była przyjemna. Nie trwała długo. Po godzinie wiedziałam już wszystko...
- Zatrudnimy panią na okres próbny - powiedział
- Bardzo się cieszę. Od kiedy mogę zaczynać? - zapytałam
- Nawet od teraz. Pokażę Ci co będziesz robić
Resztę dnia spędziłam w redakcji. Do domu wróciłam dopiero o 20. Lena siedziała przy stole i wcinała jajecznicę
- Chcesz kolację? - zapytała
- Nie dzięki - powiedziałam
Wzięłam kąpiel, przebrałam się w piżamę i położyłam się spać

Miesiąc później

Wszystko toczy się tak jak chciałam. Mam pracę, chłopaka i własny dom. Na pracę nie narzekam. Od dwóch tygodni jestem z Marco.

Dziś mam wolne, nie ma wykładów i pracy. Dzień postanowiłam spędzić z Marco.

Obudziłam się i postanowiłam napisać do Reusa, lecz on mnie uprzedził.
Hej Słonko, będę u Ciebie za 30 minut
Zanim Marco przyjechał zdążyłam przejrzeć pocztę elektroniczną. Miałam dużo wiadomości od znajomych z Polski oraz jedną z redakcji Przyjdź dziś do pracy
Byłam zła. Ten dzień miałam spędzić z Marco.
Gdy przyjechał musiałam mu wszystko powiedzieć...
- Jeszcze nie gotowa? - zapytał
- Muszę...
W tym momencie zadzwonił mój telefon...
- Gdzie jesteś? - zapytała Lena
- W domu
- To się zbieraj i  przychodź do redakcji. Szybko! - powiedziała przyjaciółka
Wzięłam Marco za rękę...
- Tamara. Zaraz mi urwiesz rękę - powiedział Reus
- Przepraszam, ale Lena do mnie zadzwoniła, że mam szybko przyjść do redakcji - tłumaczyłam się
- To wsiadaj do auta
Po 15 minutach znaleźliśmy się pod redakcją. Zaczekaj w samochodzie, to nie potrwa długo. Zostawiłam Marco, a sama poszłam do budynku. W samym wejściu czekała na mnie Lena.
- Co jest? - zapytałam
- Więc jest sprawa. Za trzy tygodnie ukazuję się nasz tysięczny numer gazety. Niestety jedna dziennikarka zachorowała. A skoro ty jesteś nowa to szef chciał, abyś ty coś wymyśliła
- JA!? - zapytałam zaskoczona
- Proszę - nalegała przyjaciółka
- No nie wiem, może na początek dowiem się o jaki wywiad chodzi
- Chodźmy do szefa, on ci wszystko powie.
Już po rozmowie z szefem okazało się, że w jubileuszowym wydaniu ma być wywiad. A z kim?
To muszę wymyślić sama...
Kiedy wyszłam z redakcji usiadłam na ławce i rozmyślałam... Nie wiedziałam z kim mogłabym przeprowadzić ten wywiad. Na myśl mi przyszło, żeby przeprowadzić wywiad z piłkarzem Borussi Dortmund. Tylko z jakim? Marco? Nie, nie... W tym momencie przyszedł chłopak...
- Co tak siedzisz? - zapytał blondyn
- Muszę przeprowadzić wywiad
- Wyciągnij kartę i długopis - powiedział śmiejąc się
- Po co? - zapytałam zdzwiona
- Czekam na pytania
- Marco, nie pomagasz - powiedziałam i poszłam do samochodu
- Nie bądź zła - odparł piłkarz
Całą drogę nie odzywałam się do Marco...
A kiedy wysiadłam z samochodu poszłam prosto do domu. Za mną podążał blondyn...
- Tamara, zaczekaj
Kiedy już mnie dopadł, przytulił i namiętnie pocałował. Wtedy pomyślałam - Jest zawsze wtedy kiedy go potrzebuję
- Nie denerwuj się tak, coś wymyślimy - powiedział Reus po pocałunku
- Kiedy ja nie mam pomysłu - dodałam
- A może... Transfer roku! - powiedział Marco. Po chwili zastanowienia
- Masz rację. To będzie świetny temat - odpowiedziałam - Tylko kto?
- Ciężko mi to mówić. Najgłośniejszym transferem był transfer Mario - odrzekł
Temat świetny. Ale mam znów się z Nim spotkać. Marco o niczym nie wie. Nie chcę go okłamywać że nie znam Mario, a gdy powiem mu wszystko to będzie miał do mnie żal, że to przed Nim ukrywałam.
- To jest twój przyjaciel. Nie mogłabym pisać o Nim i Bayernie.
- Ale nie szkodzi. My wszystko mamy wyjaśnione. A on mnie dobrze zna, więc z pewnością się zgodzi. Dam ci jego numer - powiedział Marco
Ja mam przecież Jego numer. Nie mogę mu tego zdradzić. Byłyby kolejne pytania i kłótnie, a tego przecież nie chce...
- No dobrze. Wezmę ten numer - odrzekłam
Źle się z tym czułam. Ale niestety...
- Zadzwoń do Niego jeszcze dzisiaj i umów się. Powiedz, że mnie znasz to z pewnością ci nie odmówi...
- Ok. Zadzwonię do Niego, ale później...
Po krótkiej chwili milczenia Marco zapytał...
- Może spacerek?
- Chciałam trochę odpocząć, ale Tobie nie odmówię - powiedziałam
Marco złapał mnie za rękę i spacerowaliśmy w tuleni w siebie chyba godzinę. W Jego ramionach czas leci znacznie za szybko. O 13 poszliśmy na obiad. W restauracji spotkaliśmy Lene. Była tam razem z Mitchellem.
- Hej - przywitałam się
- O hej Tamara. Usiądziecie z nami? - zaproponowała Lena
- Z chęcią - powiedziałam
Usiedliśmy razem z Marco obok Leny i Jej chłopaka. Zamówiliśmy coś do jedzenia. Oczywiście musiałam pochwalić się "moim" pomysłem na wywiad.
- Mam pomysł na wywiad - zagadałam
- Tak szybko? Dobra jesteś. Kto to? - spytała z ciekawością przyjaciółka
- Mario Goetze... - odparłam
Spojrzałam na Lene. Ona jedyna wiedziała o moim wcześniejszym spotkaniu z Mario.
- Świetny pomysł - skomentował Mitchell
- Też tak sądzę - dokończył Marco - A Ty Lena, co o tym myślisz? - zapytał Reus
Lena przez chwilę nic nie mówiła. Była zszokowana. Ale wiedziała, że nie może się wygadać.
- Yyyyy... Co myślę? Super pomysł. Ciekawy transfer, ciekawa osobowość i w ogóle - odpowiedziała
Szepnęłam do Leny...
- Dziękuje
Po zjedzeniu obiadu, wyszłyśmy z Leną do łazienki.
- Tamara! Co ty wyprawiasz? - zapytała lekko zdenerwowana
- No wiem. Ale co miałam zrobić. Marco go zaproponował. Co miałam mu powiedzieć - odpowiedziałam
- No teraz już za późno. Musisz się postarać, aby oni oboje nie dowiedzieli się. Przeprowadzisz z Nim wywiad. I zapomnisz o Nim - odrzekła stanowczo Lena
- Masz rację. Tak będzie najlepiej. Wywiad i koniec - powiedziałam
- Chodź już. Chłopaki na nas czekają - odrzekła współlokatorka
Po krótkiej rozmowie wróciłyśmy do chłopaków i wszyscy razem poszliśmy do domu. Po drodze wypożyczyliśmy film.