czwartek, 14 listopada 2013

Rozdział XX

Poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic i się ubrałam. Kiedy wróciłam na łóżku siedział pluszowy miś. Rzuciłam się na niego jak mała dziewczynka. Z drugiej strony wyjrzała twarz Marco. Poczołgałam się do chłopaka i pocałowałam.
- Dziękuję, znowu - westchnęłam - Kogo tu niesie o tej godzinie - dodałam, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi
- Jakbyś nie zauważyła jest południe - śmiał się blondyn
Założyłam szlafrok i zeszłam na dół. Otworzyłam drzwi, w których stał listonosz.
- Kochanie, kto to? - krzyczał Marco
- Listonosz - wzięłam listy, jak zwykle tylko rachunki i poszłam do sypialni, gdzie czekał Reus
Długo siedzieliśmy i nie wiedzieliśmy co robić. Postanowiliśmy przejść się do kina i na obiad. Kiedy wyszliśmy z domu zaczęło się chmurzyć, a już po chwili padało. Szliśmy w deszczu w kierunku kina.
- Jaki film? - zapytał się, gdy już byliśmy na miejscu
- Obojętnie - odparłam
- No proszę wybierz...
- To niech będzie ten - wskazałam na ulotkę
- To czekaj tu na mnie, a ja pójdę po bilety
- Idę z Tobą
Poszliśmy zająć miejsca. Film momentami był straszny, wtedy to przytulałam się do Marco. Po skończonym filmie udaliśmy się na obiad. Byłam głodna, ponieważ nie jadłam śniadania. Zamówiliśmy coś do jedzenia, gdy przez okno zauważyłam przyjaciółkę i siostrę. Zaczęłam do nich kiwać, ale chyba nie widziały. Chciałam po nie iść, gdy za nadgarstek chwycił mnie blondyn. Zrozumiałam, że pewnie nie chce żeby jadły z nami. No więc usiadłam na miejsce. Długo nie czekaliśmy kelner przyniósł jedzenie. Później spacerowaliśmy po parku. Już nie padało. Nagle w oddali ujrzeliśmy Inez. Od razu popsuł mi się dobry humor. Udawaliśmy, że Jej nie widzimy.
Doszliśmy do domu Marco po jakiś 40 minutach.
- Dlaczego nie wchodzisz? - spytał chłopak
- Nie obraź się, ale chciałabym pożegnać się z siostrą. Za dwie godziny ma samolot.
- Nie ma spawy, zaraz zawiozę Cię do Leny - powiedział, wsiedliśmy do samochodu i po 20 minutach byliśmy u przyjaciółki. Ku mojemu zaskoczeniu dziewczyn nie było. Musiały być na lotnisku, toteż tam pojechaliśmy.

Na lotnisku

- Myślisz, że pozwoliłabym ci odejść bez pożegnania? - zachichotałam
- Tamaraaa - uściskała mnie siostra - Jak będziesz kiedyś w Polsce, to mnie odwiedź - oznajmiła
- Na pewno przyjadę
- Muszę iść - odparła Marzena
- Trzymaj się. Pamiętaj, że zawsze możesz tu przyjechać - powiedziałam.
Gdy widziałam jak Marzena wchodzi do samolotu zaczęły mi spływać po policzku łzy. Już za nią tęskniłam. Wzięłam Lene pod rękę i poszłyśmy do samochodu, gdzie czekał chłopak. Zawieźliśmy przyjaciółkę do domu. Potem zatrzymaliśmy się pod moim. Dałam Marco szybkiego buziaka w policzek i pomaszerowałam do siebie. Z kuchni wzięłam sok i ciastka, usiadłam na kanapie i włączyłam laptopa. Zajrzałam na pocztę, gdzie miałam pełno wiadomości. Kiedy je czytałam zadzwonił mój telefon. To była Lena. Zapytała się czy nie chciałbym iść z nią do kina, ale Jej odmówiłam. Okryłam się kocem i włączyłam muzykę. Tak mijały godziny, gdy siedziałam w salonie. Zmęczyłam się samym patrzeniem w ekran laptopa i poszłam na górę. Zmyłam makijaż, wykapałam się i poszłam się położyć na łóżko. Zasnęłam...
 
POLSKA - SŁOWACJA

poniedziałek, 11 listopada 2013

Rozdział XIX

... i gdyby nie uchwycił mnie Marco to bym upadła i zrobiła sobie krzywdę. Wyglądało to jak scena z filmu romantycznego.
Usiedliśmy wszyscy przed telewizorem i oglądaliśmy film wypożyczony przez Mitchella. Kiedy upłynęła godzina poszłam z Leną do kuchni po przekąski. Wróciłyśmy do pokoju, a tam ... Marco i Mitchell leżeli na podłodze, a Mario na kanapie wtulony w koc. Jedyna Marzena siedziała i śmiała się razem z nami. Po kilku minutach, gdy my oglądałyśmy film, który się kończył obudził się Mitchell. Później Marco, ponieważ dostał nogą od Mitchella i zaczęli się bić.
- Jak dzieci - próbowała ich rozdzielić przyjaciółka - Przestańcie! - krzyknęła, od razu zrobiła się cisza, którą przerwał zaspany Mario
- Co się dzieje? - spytał
- Śpij, śpij - klepała po głowie Marzena
Była to już 18. Na dworze się ściemniało, ale to nic. Dobudziłyśmy chłopaków i wyszliśmy na dwór pograć w piłkę. Na początku lekko się ślizgałam, ponieważ trawa była mokra. W niczym to mi nie przeszkodziło i trafiłam pierwszego gola. Długo się nie nacieszyłyśmy przewagą, gdyż do remisu doprowadził Mario.
- Chwila przerwy - odparłam i pobiegłam do domu po wodę
- Zmęczona? - śmiał się Mario
- A żebyś wiedział, że zmęczona - krzyczałam z domu
W "drugiej połowie" na bramce stał Mitchell, dlatego trudno nam było trafić. Wynik zmienił się po kilku minutach, gdy na bramkę wszedł Marco. Szybko trafiłyśmy mu dwie bramki, jedną ja i drugą Marzena.
- Ja się tak nie bawię, ja nie jestem bramkarzem - powiedział obrażony Marco
- Gdzie idziesz? - zapytałam chłopaka, nawet się nie spostrzegłam, a ten przechwycił piłkę i trafił gola
- Ty ... - powiedziałam wskazując palcem na blondyna
Zrobiło się tak ciemno, że piłki nie było widać. Poszliśmy do domu, chłopaki do pokoju a ja z dziewczynami do kuchni przygotowywać kolację. Chciałyśmy przygotować coś wyjątkowego, więc wzięłam laptopa, znalazłam jakiś przepis i upichciłyśmy dobrą sałatkę.
W radiu leciała moja ulubiona piosenka Po kolacji dziewczyny postanowiły, że pozmywają, a w tym czasie Marco i Mario pójdą do sklepu po piwo. Mitchell został sam i razem ze mną siedział na kanapie. Bardzo dobrze mi się z Nim rozmawiało. Całą rozmowę przerwał nam dzwonek do drzwi. Na początku myślałam, że to chłopaki, ale oni by nie dzwonili. W drzwiach stała kobieta spod redakcji.
- Dobry wieczór. Jest Pan Marco? - spytała
- Nie ma - odparłam
- A kiedy będzie?
- Nie wiem
- Pani do mnie? - odezwał się Marco
- Jak dobrze, że Pan jest
- Co to za kobieta? - spytał Mario przed progiem domu
- Nie wiem, sama chciałabym wiedzieć - zamknęłam drzwi, a Marco został na dworze
Rozsiedliśmy się na kanapie. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się z żartów, które opowiadał Mitchell. Nagle do domu wleciał Reus.
- Załatwiłem! - krzyknął
- Super! Dajcie nam 20 minut - powiedziała Lena
Razem z dziewczynami poszłyśmy na górę. Usiadłam na łóżku, a one wyciągały z szafy różne sukienki i kazały mi przymierzać. Po kilku przymiarkach ubrana w piękną jasnoniebieską sukienkę zeszłam na dół, gdzie czekał na mnie Marco. Co najlepsze w garniturze. Wsiedliśmy do taksówki i pojechaliśmy na jakąś polane, na której stał helikopter. Weszliśmy do środka. Za sterem siedziała ta kobieta, no spod redakcji. Kiedy wzbiliśmy się w powietrze blondyn z pudełeczka wyciągnął pierścionek.
- Co Ty robisz? - spytałam przerażona
- Nie bój się, to nie są zaręczyny - śmiał się
- A co?
- Prezent ode mnie - powiedział i założył mi pierścionek. Ten pierścionek był wyjątkowy, miał napis I LOVE YOU MARCO  Od razu poleciały mi łzy, które otarł Reus.

- Dziękuję - odparłam, położyłam głowę na Jego ramię. W powietrzu byliśmy jakąś godzinę. Kiedy znaleźliśmy się na ziemi czekała na nas limuzyna, w której byli przyjaciele i siostra.
- Kiedy wy to zaplanowaliście? - spytałam
- Oj, kochana. Ty nas nie znasz - powiedziała Lena
- Właśnie zauważyłam - zaśmiałam się
Po 30 minutach dotarliśmy do klubu, gdzie bawiliśmy się do upadłego. Do domu wróciliśmy nad ranem.

Rano obudził mnie budzik, który zapomniałam wyłączyć. Nagle na swojej szyi poczułam muśnięcie warg, przestraszona otworzyłam oczy i ujrzałam Marco.

SZCZEGÓLNE PODZIĘKOWANIA DLA MOJEJ PRZYJACIÓŁKI !

LEGIA ! < 3

BARDZO DZIĘKUJĘ !

JEDZIEMY NA MECZ BORUSSI, CO NIE ?


 

piątek, 8 listopada 2013

Rozdział XVIII

Dochodziła 14. Wróciłam do domu, zrobiłam sobie coś do jedzenia i usiadłam przed TV. Włączyłam i zaczęłam oglądać niemieckie seriale. Nic ciekawego. W pewnym momencie do domu wszedł Marco.
- Co taka smutna?
- Nikt nie ma dla mnie czasu - odparłam
- Oj kochanie. Zabieram Cię do restauracji na obiad
- Nie musisz się litować
- Skoro nie chcesz - odrzekł i skierował się w stronę drzwi
- Marcoooo - zaczęłam krzyczeć
- No co? Nie chcesz iść
Po chwili chłopak wrócił do mnie, usiadł obok i zaczęliśmy się całować. Resztę dnia spędziłam razem z Marco na oglądaniu filmu. Był już późny wieczór. Zrobiliśmy kolację, po której poszliśmy do sypialni. Z szafy wyciągnęłam nasze wspólne zdjęcia. Postanowiłam zrobić z nich kolaż. Godzinę później zrobiony kolaż powiesiliśmy na ścianie przed łóżkiem. Posprzątaliśmy bałagan jaki zostawiliśmy i poszliśmy spać.

Rano obudził mnie Marco, który oczywiście oberwał z poduszki. Zamknęłam oczy i spałam dalej.
- Wstawaj, no - zabrał mi kołdrę
- Zaraz. Daj pospać
- To zrobimy inaczej
- To zna... - nie dokończyłam, bo Marco wziął mnie na ręce i zaniósł do łazienki - Wypuść mnie - krzyczałam
- Nie wypuszczę Cię
- Chciałabym się ubrać, lecz nie mam w co - śmiałam się
- Osz, cholera - powiedział blondyn, udał się do pokoju po jakieś ubrania, w tym czasie ja wyszłam z łazienki i niespodziewanie skoczyłam na plecy chłopaka
- Ha, mam Cię
- Ciężka jesteś, złaź ze mnie - krzyczał Marco
Zachowywaliśmy się jak dzieci. Rzucaliśmy się poduszkami, ubraniami, a nawet w ruch poszły moje pluszaki, które przywiozłam z Polski. Całą zabawę przerwał nam dzwonek do drzwi. Reus poszedł otworzyć, a ja poszłam się ubrać. Kiedy zeszłam na dół Marco nie było. Zostawił tylko kartkę Wrócę za 30 minut. Wstąpię jeszcze po ciepłe bułki Zrobiłam kawę. Brakowało tylko bułek, które niespodziewanie pojawiły się na stole.
- Jestem - powiedział i pocałował w usta
- Gdzie byłeś? - spytałam
- Musiałem coś załatwić - odpowiedział
- Nie powiesz co?
- Nie powiem
- Czemu?
- Nie gadaj, tylko jedz
Wzięłam bułki i poszłam do pokoju. Włączyłam TV i znowu oglądałam te denne seriale. Dochodziła 10. Marco posprzątał po śniadaniu i poszedł do kumpli, a ja musiałem się zbierać do pracy. Wzięłam torebkę, ubrałam buty i ruszyłam w drogę. Po 40 minutach byłam pod redakcją.

Kilka godzin później

Dzień w pracy dobiegał końca. Miałam już dość. Chciałam tylko się położyć do łóżka. Niestety jak się później okazało to nie będzie możliwe. Wychodząc z redakcji Lena była zadowolona, radosna jak nigdy, nie chciałam pytać dlaczego bo i tak by nie odpowiedziała. Ostatnio Marco i Lena są bardzo rozkojarzeni. Wydaję mi się, że maja jakąś tajemnicę. Coś przede mną ukrywają, tylko co? Przed redakcją czekał na mnie Marco, wsiadłam do samochodu i pojechaliśmy do mojego domu. Marco kazał mi się przebrać, bo chce mnie gdzieś zabrać. No więc szybko przebrałam się, rozpuściłam włosy i umalowałam.
- Pięknie wyglądasz, ale teraz musimy się spieszyć
- Spieszyć? Gdzie znowu? Ja chce odpocząć! - krzyczałam, nie wiedziałam co ten chłopak wymyślił, ale miałam nadzieję, że to restauracja a nie jakieś kino czy coś, ponieważ jestem zmęczona. Nie mam ochoty na imprezy. W samochodzie siedzieliśmy z dobrą godzinę i krążyliśmy po mieście bez celu.
- Marco, gdzie my jedziemy? - spytałam zła
- Cicho, jesteśmy - powiedział i zatrzymał się pod moim domem
- Jesteśmy pod moim domem
Wysiadłam z samochodu i poszłam do domu. Przed drzwiami zatrzymał mnie Marco i związał mi oczy. Gdy przetarłam oczy ujrzałam ciemność, nagle wszystko pojawiło się w kolorach i wszyscy zaczęli krzyczeć NIESPODZIANKA Wszyscy znaczy Lena, Mitchell i Mario 
- Dziękuję Wiedziałam, że coś knujecie - powiedziałam
- Taaa, jasne - odrzekł Marco
- Dawno się nie widziałyśmy - powiedział głos bardzo mi znany, a z kuchni wyszła Marzena - moja siostra
- Marzenaaaaa - przytuliłam jak najmocniej
- Jak ją ściągnęliście, ona nie lubi latać samolotem - śmiałam się
- Jakoś musiała tu dotrzeć - odparła Lena
- Nie było tak źle - dodała siostra
- Dość gadania, zapalny świeczki - powiedział Marco
Po zjedzeniu tortu wzięłam Marzene na rozmowę, poszłyśmy do góry, aby nikt nas nie słyszał.
- Od razu mówię, że to pomysł Leny i Marco
- Nie chodzi o to tylko o mamę
- Nie rozmawiajmy o niej, proszę. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że tu jestem. Nie mogę z nią wytrzymać. Ciągle gdzieś wychodzi i wraca późno w nocy. Od kiedy taty nie ma, ona jest inna, zachowuje się jakby miała 20 lat.
- Przepraszam, że Cię z nią zostawiłam, ale nie wytrzymałam. Mam pomysł... Zaczekaj chwile - uśmiechnęłam się i zeszłam na dół po Lene.

- Mam pomysł, żeby Cię tu sprowadzić - oznajmiłam
- Mnie? - była zaskoczona, ale chyba nie spodobał się Jej ten pomysł - Nie, nie! Ja zostaję w Polsce. Nie chce zostawić mamy samej! - krzyczała Marzena. Do końca Jej nie rozumiałam. Raz chce się uwolnić od mamy, raz chce zostać.
- Przepraszam. Myślałam, że to dobry pomysł
- Nie kłóćcie się. Chodźmy świętować - wtrąciła się przyjaciółka
- Dziękuję za troskę, wiem, że chcesz jak najlepiej, ale nie przyjadę tu i nie zostawię mamy
- Dobrze. Szanuję twoje zdanie. Chodźmy już na dół, chłopaki czekają - powiedziałam i przytuliłam siostrę, aby trochę poprawić Jej humor, który popsułam. Schodząc potknęłam się na pierwszym stopniu i

 BORUSSIA - ARSENAL 0:1 : /

środa, 6 listopada 2013

Rozdział XVII

Obudziłam się rano w świetnym humorze. Podeszłam do szafy i się ubrałam. Zeszłam do kuchni, gdzie czekało na mnie śniadanie i ...
- Heeej - przywitałam się - Myślałam, że pojechałeś do domu
- Zostałem. Spałem na kanapie
- Bardzo dziękuję, że odwiozłeś mnie wczoraj do domu.
- Nie ma sprawy. Pójdę się ogarnąć i uciekam do siebie.
- Może zostaniesz na śniadaniu? - spytałam
- Chętnie
Przy stole siedziałam razem z Mitchellem, który jako jedyny był trzeźwy. Wszyscy świętowali wczorajsze zwycięstwo nad Schalke. Impreza dla mnie skończyła się o północy, a dla nich nie wiem. Mitchell odwiózł mnie do domu, ale widocznie nie pojechał do siebie, tylko został na noc. Po śniadaniu usiadłam przed TV, gdzie niespodziewanie pojawiły się zdjęcia z wczorajszej imprezy. Nagle do domu wparowała Lena. Wzięła mnie za rękę i kazała usiąść do samochodu. Jechałyśmy tak szybko, że bałam się o nas.
- Dojechałyśmy! - krzyknęła
- Gdzie? - spytałam. Lena poszła do kiosku i przyniosła gazetę, na początku nie wiedziałam o co chodzi, później było wszystko jasne.
- Twój wywiad został opublikowany
- Naprawdę?
Zaczęłam skakać ze szczęścia. Nie mogłam w to uwierzyć.
- Musimy to uczcić! - zaproponowałam
- Ale nie dzisiaj
- Dlaczego?
- Mam coś do załatwienia - odparła
- To może Ci pomogę?
- Wsiadajmy do samochodu, odwiozę Cię do domu - próbowała zmienić temat
- Ostatnio nikt nie ma dla mnie czasu. Dobrze, że chociaż wczoraj ktoś o mnie pomyślał
- A kto Cię wczoraj odwiózł do domu? - spytała przyjaciółka
- Mitchell
- Aha - westchnęła, już widziałam, że jest zła. Nie chciałam Jej mówić, że Mitchell był na noc, bo by się źle skończyło
Przez całą drogę Lena nie odzywała się. Wysadziła mnie pod domem.
Zauważyłam otwarte drzwi. Przestraszyłam się, lecz gdy ujrzałam Marco od razu się uspokoiłam.
- Jak ty tu wszedłeś? - spytałam, dobrze wiedziałam, że zapomniałam z tego pośpiechu zamknąć drzwi
- Były otwarte, szukałem Cię. Gdzie byłaś?
- Dzisiaj opublikowali mój wywiad w gazecie - oznajmiłam
- Oooo, bardzo się cieszę. Mam zdolną dziewczynę - powiedział
- Szkoda, że o niej wczoraj zapomniałeś
- Przepraszam, przepraszam. Nie chciałem, aby tak to wyszło.
- Może pójdziemy dzisiaj do kina? - spytałam
- Mam coś do załatwienia - powiedział, pocałował w policzek i wyszedł
Co się dzieje? Lena nie może, Marco też nie. To było podejrzane. Postanowiłam przejść się do centrum handlowego na zakupy, toteż dawno nie byłam. Przebrałam się i zamówiłam taksówkę, która po 20 minutach wysadziła mnie pod centrum. Chodząc po sklepach ujrzałam Inez. Ale nie przejmowałam się tym i poszłam dalej, tym razem do kawiarni na dobre ciasto i kawę.


czwartek, 31 października 2013

Rozdział XVI

Z budynku wyszła Lena
- Nie idziesz do domu? - spytała - Pewnie czekasz aż królewicz przyjedzie - śmiała się
- Nie przyjedzie - powiedziałam ze złością
- Pokłóciliście się?
- Jeszcze nie, ale niech Go dopadnę
- To coś poważnego?
- Chodź. Opowiem Ci po drodze
Lena na każdym razem kiedy wspominałam o kobiecie spod redakcji, śmiała się. Pewnie wie, kto to. Ja wpadam w paranoje, że Marco mnie zdradza. Po prostu nie mam do Niego takiego zaufania jak miałam wcześniej. Przed moim domem zatrzymał się samochód, z którego wysiadła kobieta, ta spod redakcji
- Lena, to ona - powiedziałam i pobiegłam w Jej stronę - Dzień dobry. Co Panią tu sprowadza?
- Ja do Pana Reusa - powiedziała spoglądając na kartkę, gdzie miała zapisany adres, mojego domu.
- Tu nie mieszka. Tu mieszka Jego dziewczyna - podkreśliłam
- A wie Pani gdzie mieszka?
- Nie wiem - odpowiedziałam
- No dobrze. Dziękuję - powiedziała i wsiadła do samochodu. Po chwili odjechała z piskiem opon.
- Co Jej powiedziałaś? - spytała zaniepokojona przyjaciółka
- Ja nic, szuka Marco
- Uff - westchnęła
- Kto to? Przecież wiem, że wiesz
- Ale nie mogę powiedzieć - oznajmiła, pocałowała w policzek i poszła do domu
Ja udałam się do swojego, otworzyłam drzwi i rzuciłam wszystko. Poszłam do góry, aby się przebrać po czym zeszłam na dół do kuchni. Zrobiłam naleśniki.

Następnego dnia

Dzisiaj środa. Wstałam o 7:15. Ubrałam się.Postanowiłam iść do parku pobiegać. W pewnym momencie ktoś ochlapał mnie wodę z kałuży. Oczy zwróciłam ku górze i ujrzałam twarz Martina.
Martin to student dziennikarstwa, na tym samym roku co ja. Jest bardzo miły, zabawny, a i jeszcze przystojny. Niestety nigdy z Nim nie rozmawiałam, jakoś nie było okazji.
- Przepraszam, zamyśliłem się - powiedział i podał mi rękę
- Następnym razem uważaj - odrzekłam, podniosłam się z ziemi i usiadłam na ławce
- Przepraszam. Mogę Ci to jakoś wynagrodzić? - spytał
- Nie potrzebuję twojej pomocy
- Na pewno?
- Na sto procent - odparłam
- Pozwól, że odprowadzę Cię do domu - powiedział naciskając
- No niech Ci będzie
Po 20 minutach doszliśmy do domu. Martin poszedł do siebie, i ja do siebie. Przebrałam się, wypiłam herbatę, spakowałam książki do torby i wyszłam do szkoły. Minęło nie całe 30 minut i byłam pod budynkiem szkoły. Po chwili był już dzwonek.

Kilka godzin później

Siedziałam w domu i zastanawiałam się, czy iść na mecz. Jak nie pójdę to Marco będzie zły. Jeśli pójdę to będę tylko psuć humor osobom w moim towarzystwie. Kiedy tak rozmyślałam zadzwonił dzwonek do drzwi
- Jeszcze nie gotowa? - spytała Lena
- Nie wiem czy idę
- Pewnie, że idziesz. Ubieraj się. Czekam w samochodzie
Szybko się przebrałam i wsiadłam do samochodu. Po godzinie dotarliśmy na stadion. Samochód zostawiłyśmy na parkingu i pomaszerowałyśmy na trybuny. Mecz zaczyna się za 30 minut. Lena poszła do Mitchella, a ja sama jak palec siedziałam wgapiona w murawę. Nagle usłyszałam znajomy głos. To była Ania, żona Roberta.
- Cześć - przywitała się
- O hej. Co tam u Ciebie? - zapytałam
- Dobrze. Sama jesteś?
- Z przyjaciółką, z Leną - odrzekłam
Kiedy tak rozmawiałyśmy przyszła Lena, przywitała się z Anią i usiadła koło nas. Chwile później weszli piłkarze obu drużyn, zaczął się mecz.
 
9 LISTOPADA NA MECZ LECHA

niedziela, 27 października 2013

Rozdział XV

Na lotnisku w Dortmundzie czekała Lena. Po ceremonii uścisków, wsiedliśmy do taksówki i pojechaliśmy do domu. Po 30 minutach byłyśmy na miejscu. Nie było z nami Marco, ponieważ pojechał On na trening. Rozpakowałam się, ugotowałam z Leną obiad, po czym zjadłyśmy, pozmywałyśmy i postanowiłyśmy pójść na Signal Iduna Park. Chłopaki nie spodziewali się nas to też po skończonym treningu uściskali i wycałowali.

Godzinę później

Ledwo weszliśmy do domu rozległ się dzwonek...
- Spodziewasz się kogoś? - zapytał Marco
- Nie
- To do Ciebie
- Kto to? - zapytałam zaniepokojona
- Sama zobacz - powiedział i poszedł na górę zostawiając mnie z ...
- Inez?
- Nie powinnam tu przychodzić, ale muszę Cię przeprosić za tą krzywdę, którą Ci wyrządziłam. Z upływem czasu, doświadczeniami, wrażeniami traktuje to zupełnie inaczej. Nic wtedy mnie nie obchodziło i nie przyszło mi na myśl jak bardzo Ciebie ranię.
- Nie cofniemy czasu, nic nie zmienisz - odparłam
- Wiem - westchnęła - Ale chciałabym żebyś wiedziała, że mam świadomość jak beznadziejnie się wtedy zachowałam. Zniszczyłam wasze szczęście, a sama w zamian nic nie zyskałam.
- Inez...
- Nic nie mów, przepraszam.
Inez wyszła, a ja poszłam na górę. Wzięłam prysznic, spięłam włosy i wyszłam z łazienki. Położyłam się na łóżku i przykryłam się pod samą szyję kocę. Zamknęłam oczy i zasnęłam.

Obudziłam się wcześnie. Zeszłam do kuchni, w której był Reus. Nie patrząc na Niego, wzięłam szklankę i wlałam do niej wodę. Napiłam się i położyłam szklankę na blacie. Odwróciłam się i zauważyłam, że jest cholernie zły. Oczywiście przeze mnie. Poszłam ponownie do góry, wzięłam prysznic i ubrałam się. Kiedy zeszłam na dół, aby zrobić śniadanie nie było blondyna, na stole leżała tylko kartka Przepraszam, za moje zachowanie. Pod kartką są dwa bilety na jutrzejszy mecz. Kocham Cię. Twój Marco

Wybrałam numer Leny i czekałam aż dziewczyna odbierze. Po dwóch sygnałach usłyszałam Jej głos
- Muszę się przyzwyczaić, że wróciłaś. Jak na razie patrzę na telefon z szokiem, że dzwonisz - zachichotała
- Przecież dzwoniłam do Ciebie w Monachium. Ale nie ważne. Dzwonię do Ciebie, aby zaprosić Cię na mecz, bo mam dwa bilety - oznajmiłam
- Pewnie, że pójdę
Rozłączyłam się i położyłam telefon na blacie. Zrobiłam sobie śniadanie. O 10 musiałam być w pracy, więc szybko spakowałam potrzebne rzeczy do torebki i wyszłam.

Kilka godzin później

- Koniec na dziś? - zapytała koleżanka
- Tak, na szczęście - odparłam
- Gratuluję wywiadu, szef jest zadowolony - powiedziała podając rękę
- Ach, dziękuję. Robię to najlepiej jak mogę
Wychodząc z budynku zauważyłam samochód Marco. Chłopaka nie było. Rozglądałam się, ale Go nie widziałam. Chwile później ujrzałam jak rozmawia z jakąś dziewczyną. Reus musiał mnie zauważyć, ponieważ oboje się speszyli. Wsiadł do samochodu i odjechał. Nie wiem co to miało znaczyć, ale nie było to przyjemne


BORUSSIA - ARSENAL 2:1
JEDZIEMY NA MECZ LECHA, YEAH !


niedziela, 20 października 2013

Rozdział XIV

***
Kiedy taksówka wysadziła mnie pod domem, na schodach siedział jakiś mężczyzna. Na początku nie wiedziałam kto to, ale jak się przyjrzałem ujrzałem twarz Marco. Zaprosiłem Go do domu, usiedliśmy na kanapie i rozmawialiśmy.Chłopak poprosił mnie o pomoc, a ja się zgodziłem chociaż próbowałem się wykręcić. Nie chciałem się wtrącać w ich "związek" Pewnie Tamara będzie zła... Razem z Marco ustaliliśmy, że pojedzie On do Tamary. Podałem mu adres hotelu...
- Tylko tego nie spieprz
- Mario, to jest moja ostania szansa - odparł Marco
 
***
Leżałam na łóżku. Otulona kocem. Oglądałam romantyczny film, na którym się popłakałam. Po chwili rozległo się pukanie do drzwi. Pomyślałam, że to ktoś z hotelu, więc szybko wstałam i podeszłam do drzwi. Otworzyłam i zobaczyłam Marco. Podszedł i przytulił. Nie odwzajemniłam uścisku. Puścił, rozebrał się z kurki i usiadł na łóżku
- Co Ty tu robisz? - zapytałam, ocierając chusteczką łzy
- Ratuję nas - odpowiedział blondyn
- Wynoś się - krzyknęłam
Marco podszedł do mnie i szepnął mi do ucha ;przecież wcale tego nie chcesz; Wziął mnie za rękę, usiadł na łóżku i wskazał ręką na miejsce obok. Usiadłam. Spojrzał smutnymi oczami i powiedział ;Kocham Cię; Przytulił raz jeszcze i namiętnie pocałował w usta. W końcu odpowiedziałam ;ja Ciebie też;

Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że jest już następny dzień. To niemożliwe, że tak długo spałam. Dochodziła 10. Wstałam z łóżka i się przebrałam, w to co wczoraj. Gdy spakowałam wszystkie rzeczy, wyszłam z pokoju na śniadanie. Przy stole czekał Marco.

Po zjedzonym śniadaniu udaliśmy się do pokoju, żeby wziąć walizkę, zamówiliśmy taksówkę i pojechaliśmy na lotnisku.

Na lotnisku

- Tamara, hej Tamara - rozległo się wolanie
- Marioooo - podbiegłam do Niego i przytuliłam najmocniej jak mogłam
- Tamara, bo mnie udusisz - śmiał się Goetze
- Najwyżej. Dziękuję
- Ale za co?
- Przecież Marco sam by na to nie wpadł - powiedziałam, spoglądając na blondyna
- To prawda - śmiał się Mario
- Chodź Tamara! - krzyczał Marco
- Dziękuję, raz jeszcze - odrzekłam, wzięłam Marco za rękę i mieliśmy już iść do samolotu, kiedy on powiedział ;zaraz wrócę, muszę coś załatwić; Chłopak podszedł do Mario i uściskał. Pomachaliśmy na koniec i udaliśmy się do samolotu.

BORUSSIA - ARSENAL

niedziela, 13 października 2013

Rozdział XIII

Słoneczna pogoda zmusiła Mario, aby zrobić śniadanie na powietrzu. Bardzo się ucieszyłam, kiedy chłopak mi powiedział, że wybieramy się do parku na piknik. Rozłożyliśmy koc, po czym Mario z koszyka wyciągnął kanapki. Po zjedzeniu śniadania wróciliśmy do samochodu, odłożyliśmy "piknik" i ruszyliśmy na miasto. Szliśmy ulicami Monachium w kierunku "rynku". Kiedy już tam dotarliśmy...
- Bardzo ładne miejsce - powiedziałam zachwycona
- Wiedziałem, że Ci się spodoba
- Zrobię kilka zdjęć
Ja robiłam zdjęcia, a Mario gdzieś poszedł. Chwile później wrócił z lodami.
- Proszę - odparł chłopak
- Dziękuje. Czekoladowe, moje ulubione - powiedziałam
Czas tego dnia spędziłam w sposób jaki sobie nie wyobrażałam. Najpierw śniadanie w parku, lody a później...

Udaliśmy się do centrum handlowego. Poszliśmy do kina, a potem zajrzeliśmy do kilku sklepów. Gdy Mario płacił za sukienkę, postanowiłam zadzwonić do Leny. Niestety nie odbierała. Zadzwoniłam jeszcze raz i nic.
- Co się stało? - zapytał Goetze
- Mario! Wystraszyłeś mnie - krzyknęłam przestraszona
- Przepraszam - powiedział
Wzięłam zapakowaną sukienkę i zapytałam
- Ile muszę Ci oddać?
- Przestań. To prezent ode mnie

Wyszliśmy z budynku i wsiedliśmy do taksówki. W mieście korki, więc po godzinie dojechaliśmy do celu, którym był stadion - Allianz Arena.
- Po co tu przyjechaliśmy? - zapytałam
- Być w Monachium i nie zobaczyć stadionu. A po za tym wywiad...
- Wywiad, wywiadem. Ale na stadionie?- przerwałam chłopakowi
- Sądzę, że to będzie wspaniale miejsce na wywiad. Lepsze od restauracji
Weszliśmy na stadion. Usiedliśmy na trybunach i zaczęliśmy


Po skończonym wywiadzie siedzieliśmy na trybunach jeszcze długo. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się oraz robiliśmy zdjęcia. Robiło się coraz ciemniej i zimniej, więc zamówiliśmy taksówkę i wróciliśmy do hotelu.

Jutro o 11:45 mam samolot do domu, do Dortmundu. Pożegnanie z Mario było bardzo trudne. Nie chciałam wracać, ale niestety musiałam. Tam czeka na mnie praca i studia.
- Dziękuje - powiedziałam i przytuliłam chłopaka
- Ja również dziękuje - szepnął do ucha, pocałował w policzek i odszedł do taksówki
Weszłam do środka hotelu, nacisnęłam guzik do windy i pojechałam. Ciągle w głowie miałam wywiad, tego chłopaka i stadion. Mario miał rację. Stadion - wspaniałe miejsce. Usłyszałam ciche wibracje telefonu. Znów Ty. Znów Ty dzwonisz. Zanów przypominasz o sowim istnieniu. Weszłam do pokoju i rzuciłam telefon na łóżko. Poszłam się wykąpać.

sobota, 12 października 2013

Rozdział XII

Kiedy dojechaliśmy, wysiedliśmy z samochodu i pomaszerowaliśmy w stronę domu.
Mario jak na dżentelmena przystało otworzył mi drzwi.
Ja usiadłam na kanapie, a chłopak powędrował do kuchni. Razem zasiedliśmy z lampką wina i długo rozmawialiśmy. W pewnym momencie przerwał nam mój telefon. Wyświetlił mi się numer Marco.
- Czemu nie odbierasz? - zapytał Goetze
- To Lena. Później odzwonię - opowiedziałam
- Przecież widziałem, że to Marco. Pokłóciliście się?
- Nie jesteśmy razem - odparłam
Rozmawialiśmy o Marco z dobrą godzinę. Później stwierdziliśmy, że jesteśmy głodni i zamówiliśmy pizzę. Niestety rozmowa o Marco nadal trwała.

Cztery godziny później
 
Bardzo mi się podoba u Mario, ale nadszedł czas, żebym zbierała się do hotelu.
- Ja będę uciekać
- Już? Zostań jeszcze... - prosił Mario
- Naprawdę, nie - odrzekłam
- To chociaż odwiozę Cię do hotelu

Pod hotelem
 
- Tamara. Zaczekaj - krzyczał Mario
- Zapomniałam o czymś? - zapytałam
- To ja zapomniałem. A niespodzianka... Zabieram Cię jutro na wycieczkę...
- Marioooo - westchnęłam
- Przyjadę po Ciebie o 11 - dodał
 
Wzięłam prysznic i położyłam się do łóżka...
Zasypiam z myślą że wszystko się ułoży. Codziennie to samo...

Obudziłam się o 10:15. Szybko wskoczyłam pod prysznic. Kompletnie zapomniałam, że za nie długo przyjedzie Mario. Ubrałam się i poszłam na śniadanie. Niestety nie zdążyłam zjeść...
- Przyjechałem wcześniej - odparł Mario
- Mam nadzieję, że masz w planach zjeść śniadanie. Bo ja jakoś nie miałam dzisiaj okazji - powiedziałam z lekką złością

  KONIEC MARZEŃ POLSKA - UKRAINA 0:1  

sobota, 5 października 2013

Rozdział XI

W Monachium wylądowałam popołudniu. Zadzwoniłam do Mario, ale nie odbierał. Skoro nie odbierał to wsiadłam do taksówki i pojechałam do hotelu, w którym miałam zarezerwowany pokój. Kiedy dotarłam na miejsce, odebrałam klucze z recepcji, udałam się do pokoju i zadzwoniłam do Leny. Ona również nie odbierała
 
***
Przebrałam się i ruszyłam na miasto. Szłam ulicami Dortmundu bez celu. w pewnym momencie ujrzałam Marco siedzącego na ławce. Podeszłam do Niego. Na ławce siedzieliśmy z dobrą godzinę. Rozmawialiśmy o tym co się przydarzyło w mijającym tygodniu. Z rozmowy wynikało, że Marco naprawdę żałuję tego co zrobił.
- Tamara wraca za 5 dni. Jeśli kochasz to powinieneś zrobić wszystko, aby znowu być razem
- Nie rozumiesz, że Tamara nie chce - powiedział blondyn
- Wiem, że chce. Oboje tego chcecie - dodałam i przytuliłam Reusa
- Miło - zaśmiał się chłopak
- Hahahaha. Muszę to robić częściej, od razu pojawia się uśmiech
Razem z Marco postanowiliśmy pójść na wspólny obiad. Zadzwoniłam do Mitchella, aby do nas dołączył.
 
***
Ciągle siedziałam na łóżku. Zadzwoniłam do Mario, ale nadal nie odbierał. Zadzwoniłam raz drugi, nie odbierał. Wkurzyłam się, miał przyjechać na lotnisko i nie przyjechał. Teraz nie odbiera moich telefonów.
 
Dwie godziny później
 
Mario nie dzwoni. Nie wiem co robić. Miałam się z Nim spotkać, a nie siedzieć w hotelu.
Rozległo się pukanie do drzwi
W drzwiach pojawił się Mario, podszedł do mnie i pocałował w policzek
- Przepraszam, przepraszam. Miałem trening i zapomniałem - tłumaczył się Goetze.
- Mógłbyś chociaż zadzwonić
- Już się nie złość. Zabieram cię na obiad - powiedział, po czym złapał mnie za rękę
Wsiedliśmy do Jego samochodu i pojechaliśmy do restauracji.
 
Po obiedzie udaliśmy się do samochodu...
- Co dalej? - zapytałam z ciekawością
- Niespodzianka
- Mario, nie bądź taki - odrzekłam
Ruszyliśmy i po chwili staliśmy już w korkach. Nie mogłam się doczekać niespodzianki. Ciekawe co dla mnie ma.